Najnowsze Wpisy

Bez tytułu Komentarze (0)
04. kwietnia 2005 20:55:00
linkologia.pl spis.pl

.....lalalalala..........................................................

pennis_parennis : :

Hyde-reality Komentarze (6)
31. marca 2005 22:48:00
linkologia.pl spis.pl

No tak no tak...wiedziałam

Wiedziałam, że wystarczy wrzucić odpowiednia ilość razy słowo pizda i fiut a już moja notka wzbudzi zainteresowanie (całkiem zresztą umiarkowane bez przesady) przygodnych blogowiczów...Zawsze uważałam, że mam wyczucie w tych sprawach, co akurat może być poczytne…

Z pewnym zadziwieniem czytam to wszystko jeszcze raz...Trochę mnie to onieśmiela...cóż za impet uderzenie no,no...mruczę do siebie. Nigdy nie nadążę za myślami, które wypowiadam. Język, którego użyłam jest mi w rzeczywistym życiu obcy. Dość łatwo wtargnął w moje myśli i wypędził mnie z mojej małej, bezradnie dryfującej po oceanie bezsensu łupiny poprawności. Tego bezsensu nie da się wypowiedzieć bardziej bezwzględnie i ostatecznie niż właśnie słowem, nawet, jeśli trzeba przekroczyć wszelkie granice (oj, cos niebezpiecznie zbliżam się do Wittgensteina).

A może w samym sercu tego zainteresowania kryje się, Drodzy Czytelnicy, Wasza alienacja? To podstawowa cecha epoki postindustrialnej- masowe wyobcowanie- choć to pozornie sprzeczność. Nareszcie jakaś przestrzeń, w której można być niegrzecznym (hehe, któż by pomyślał?)

Tak, właśnie Internet, to jest ta przestrzeń,  Id-przestrzeń albo Hyde reality. Spychamy tu całe zło tego świata, całe zło poddane represji „oficjalnej” kultury. Zło zostało zdigitalizowane- trafiło na ekrany monitorów i kin, co pozwoliło wykluczyć je z naszej rzeczywistości. Wydaje się być teraz tak nierzeczywiste i odległe jak te biedne, głodujące dzieci w Afryce, które istnieją gdzieś w cyber-świecie od wyciemnienia do wyciemnienia obrazu. Baudrillard nazwałby to Wielką Symulacją Zła. Sumienie mniej boli.

Jaka była wasza pierwsza reakcja, kiedy dwa samoloty roztrzaskały wieże World Trade Center? Ja myślałam, że to film

 

pennis_parennis : :

pomiedzy pizdą a niebytem Komentarze (10)
30. marca 2005 15:39:00
linkologia.pl spis.pl

Tak…a jednak to wszystko, co mają. Narządy. Zaprzątają tak tym sobie głowę, czy są wystarczająco duże, dotykają ich z taką troską, z taka uwagą. Tak jakby chcieli nam nimi przesłonić rzeczywistość. Skompensować to, że sami wyglądają przy nich jak cienie, nawet ci, których organy są żałośnie zredukowane przykurczone i niewładne. Gdyby mogli zatkaliby nam nimi nie tylko usta, ale i oczy. Brakuje mi mężczyzny za tym penisem.

Tak sobie myślę, kiedy przechodzi koło mnie nago z kąta w kąt i snuje się po mieszkaniu …Z jednego pokoju do drugiego demonstracyjnie tuż pod moim nosem…Może go to kręci? Może jednak? Tak jakby przenosił tego swojego fiuta z miejsca na miejsce. Jakby był tylko rusztowaniem na fiuta…Nosiciel fiuta…hehe

-Tak cię to bawi? - pyta rzucając na mnie spojrzenie z ukosa, udając że to pytanie było tylko pytaniem mimowolnym niczym rozważania o pogodzie przy wspólnym śniadaniu. Odruchowo zasłaniam sobie usta ręką tak jak wstydliwa kobieta zasłania swoje obnażone ciało. Leżę na łóżku rozwalona bezwstydnie niczym prostytutka i zasłaniam sobie usta. To przecież głupie. W głowie wciąż nieubłaganie szumi mi jakiś jingiel z reklamy. Jak można myśleć rozsądnie, kiedy nie ma się wolnej przestrzeni nawet w klatce własnego umysłu? 

W jego twarzy dostrzegam wyraz dezaprobaty, który jest zapowiedzią nieuniknionego spięcia. Od samego rana rozwój wypadków zmierzał w jednym kierunku w zgodzie z logiką naszych codziennych sporów. Kiedy o nich myślę widzę oczami wyobraźni to, co się dopiero wydarzy tuż przed sobą jego minę nieco udramatyzowaną i słowa, które wypowiada na samym końcu: „Jak ci się nie podoba kochanie to, co ty tu jeszcze robisz?”- i potem jak biorę haust powietrza niczym ryba wyrzucona z wody na brzeg. Powietrze jest gęste, śmierdzi testosteronem i rozpaczliwie próbuję złapać się czegoś, albo czemuś zaprzeczyć (czemu jeszcze mogę zaprzeczyć?), albo poszukać wyjścia. Tak, właśnie tak! Wtedy ja…ja…wychodzę. Trzaskam drzwiami, rozbijam po drodze kilka przedmiotów. Chociaż nie… to byłoby zbyt demonstracyjne. Wszystko w nas jest takie demonstracyjne jakby nasze życie było przygotowaniem do defilady. Zwłaszcza on. To, co robi. Wszystko. Nawet, kiedy siusia i przebiera starą bieliznę z kosza, kiedy wydmuchuje nos w zużytą chusteczkę wyjętą z szuflady (ma taki obrzydliwy zwyczaj odkładania zużytych chusteczek higienicznych do szuflady). Poza tym nic tylko jego szydercza teatralność.

- Och przepraszam. – wybucham- ale to ty sobie ze mnie zawsze żartujesz. Najpierw mnie całujesz i pieścisz i mówisz mi do ucha takie rzeczy, że chce mi się krzyczeć a potem jak zwykle nie masz erekcji! –Żartowniś!- słowa wypadają ze mnie wbrew mej woli i tężeją w powietrzu jakby ktoś rozbił termometr i wypuścił rtęć. On ciężko wzdycha a ja opadam na poduszkę.

-Proszę bardzo -ciągnę. Próbuję tylko sprowadzić nasz spór na twój grunt, przejść na twój tok myślenia. Próbuję cię zrozumieć kochanie. Zawsze chciałam. Zawsze chciałam to pojąć, zgłębić to, co czujesz.

- Gówno, nie masz pojęcia co czuję!- syczy

- Ale to przecież takie proste! Wszystko przecież w twoim myśleniu sprowadza się do jednego. Przypominam sobie coś z Millera taki fragment opisywał kurwy, z którymi sypiał. Pisał: kochałem je naprawdę je kochałem a właściwie nie je tylko ją…ich Pizdę. Tylko ją. Wszystkie Ją miały.

 

Nigdy nie mówisz do mnie "jesteś piękna"

tylko "ona jest jest piękna"

do obrzydzenia mi to czasami powtarzasz

she's beautiful

obrzydliwe nieprawdaż?

niby część mnie ale… może właściwie wszystko

wszystko co we mnie widzisz?

 

-Nie, –mówi z przekąsem- nie jesteś dla mnie zwykłą pizdą  Jesteś …*uduchowioną* pizdą.

Poczułam się dziwnie, bo brzmiało to jak obelga. Nie dlatego że pizda, ale dlatego, że uduchowiona. Jakby właśnie bzykał się z tym moim uduchowieniem. Uduchowiona pizda jest jak atrakcja w lunaparku, coś odmiennego, niczym wydymanie mrówkojada. Poza tym przestrzeń słowa „uduchowiona” jest dla niego tak ciasna jak prezerwatywa, którą zakłada przed stosunkiem. Dla niego to słowo jest puste i znaczy mniej niż te „fantastyczne damskie ciuszki”.

- Czy ty  w ogóle masz pojęcie o moim istnieniu?- szepczę. Nie, nie chodzi mi o istnienie, ale o *istnienie*. Nigdy nie spytałeś mnie czy istnieje. Może myślisz, że nie istnieję? Może wiesz, ale twój fiut tego nie wie. I nie chodzi wcale o to, że nie mógłbyś, bo widzę, że mógłbyś, ale czy chcesz? Czy dla ciebie coś to znaczy?

- O co ci znowu chodzi? Może ty szukasz dziury w całym?

- Dziura? O tak. Ty ją odnajdujesz kochanie gdziekolwiek jest żeby wcisnąć tam swojego fiuta. We wszystko umiesz tylko wcisnąć swojego fiuta - jest dla ciebie jak sposób na naszą miłość. Wciskasz fiuta w wielką pizdę mojej histerycznej duszy- to twoja jedyna odpowiedz. A ja jak każda uduchowiona pizda myślę czasem o…o… Bogu, kiedy mi to robisz i takie tam… o tym, że jesteśmy „wobec siebie”. Czasem, heh to smieszne…chcę wierzyć, że tak jest. Myślę o tej przestrzeni, która jest między nami niczym dzikie stepy, taka nieokrzesana i dziewicza dla wyobraźni…Czy jest coś w tej przestrzeni poza wymianą płynów ustrojowych i okazjonalnych pocztówek z okazji dnia świętego Walentego? I głaskaniem się. Żebyśmy się tylko nie zagłaskali ta miłością.

Podchodzę do okna żeby nie zauważył, że zaszkliły mi się oczy, ale on uparcie próbuje wyłowić wzrokiem profil mojej twarzy. No i co robisz?- mówie w duchu sama do siebie jakbym dawała sobie reprymendę. Za bardzo emocjonalnie do tego podchodzisz. Spróbuj raczej wgryźć się w logikę tego związku. Rozważaj to jak matematyk stojący wobec zadania z dziedziny teorii gier. Zresztą, próbowałam tego już wielokrotnie. Po tysiąc razy próbowałam do niego przemówić jego językiem, ale za każdym razem to było nie to. Za każdym razem brakowało mi tam tego, czego naprawdę szukałam. Na wszystko miał tylko jedną odpowiedz. Mówiłam mu spróbujmy jeszcze raz z nadzieją, że następnym razem będzie inaczej. Że wystarczy się wysilić skoncentrować i będzie lepiej. I wydawało mi się, że już raz przynajmniej byliśmy o krok od porozumienia. Wtedy. Tak, właśnie wtedy, gdy krzyczał klęcząc przede mną „jesteś moim Bogiem” krzyczał z całych sił tak natchniony jakby ogarnięty religijnym szałem. I to byłoby to, strzał w dziesiątkę, fantastyczne ukoronowanie naszej miłości, gdyby nie trzymał akurat głowy między moimi udami i choć raz patrzył mi w oczy. Dlaczego nie patrzył mi w oczy? Mówił do niej i pomyślałam, że jestem niepotrzebna. Równie dobrze mogłabym wyjść. Wyjść i zostawić ich samych. Zawsze czułam, że ze sobą rywalizujemy. Ona i ja. Zawsze myślałam, że dla niego ja (nie ja, ale *ja*) jestem tak naprawdę gdzieś pomiędzy pizdą a niebytem. W gruncie rzeczy cieszę się, że im dzisiaj nie wyszło.

To, co mi zostało to myślami odgonić tą chwilę, która wisi nad nami w powietrzu. Nawet nie próbuje na niego patrzyć i na jego twarz, w której rozgrywa się teraz wszystko. Ten dramatyzm. To bolesne przeżywanie egzystencjalnego niebytu całej jego fiutowatości. Jakby myślał, że naprawdę mnie to obchodzi. Zaciąga się papierosem i cedzi przez zęby to, co od samego początku było do przewidzenia:

-Jak ci się nie podoba kochanie to, co ty tu jeszcze robisz?- a potem jak zwykle biorę haust powietrza niczym ryba wyrzucona z wody na brzeg. Powietrze jest gęste, śmierdzi testosteronem i rozpaczliwie próbuję złapać się czegoś, albo czemuś zaprzeczyć, (czemu jeszcze mogę zaprzeczyć?) Albo poszukać wyjścia. Tak, właśnie tak wtedy ja…ja…Wychodzę trzaskam drzwiami, rozbijam po drodze kilka przedmiotów.

 

A może należałoby to jeszcze raz przemyśleć? (Nie, nie mogę się skoncentrować, bo w głowie wciąż nieubłaganie szumi mi jakiś głupi jingiel z reklamy. )

 

pennis_parennis : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

fragola | sandrelee | ewa | kazuro | jubilerskie | Mailing